Oś czasu – geneza II wojny światowej. 18 września 1931 wkroczenie wojsk japońskich do Mandżurii, 9 marca 1932 utworzenie Mandżukuo, 25 września.1935 podpisanie paktu antykominternowskiego przez Japonię i Niemcy, 17 lipca 1936 rozpoczęcie wojny domowej w Hiszpanii, 6. listopada 1937 przyłączenie Włoch do paktu antykominternowskiego, 24 października1938 żądania niemieckie wobec Wybrane dla Ciebie. Znaleźliśmy 342 ogłoszenia. Wyróżnione. Lampa bakielitowa Wehrmacht karbidowa model 37. 1 050 zł. Używane. Sosnowiec - 22 listopada 2023. Kamizelka, płaszcz wojskowy z 2 wojny światowej. 500 zł. Kolaboracja z III Rzeszą podczas II wojny światowej. Praca dotyczy różnych form kolaboracji z III Rzeszą w krajach okupowanych przez NIemców podczas II wojny światowej. 1 WSTĘP Przedmiotem rozważań w niniejszej pracy jest zagadnienie kolaboracji w krajach zajętych i podbitych przez hitlerowskie Niemcy w latach 1939 – 1945. 00:00 / 00:00. Odważni, ale kiepsko uzbrojeni – zwykło się mówić o polskich żołnierzach września. Wprawdzie nasi kawalerzyści mieli przy siodłach szable, ale w Polsce była produkowana 83 lata temu, 1 września 1939 r., wojska niemieckie bez wypowiedzenia wojny przekroczyły o świcie na całej niemal długości granice Rzeczypospolitej, rozpoczynając tym samym pierwszą Konwoje arktyczne podczas II wojny światowej – seria 78 konwojów morskich z okresu II wojny światowej płynących z portów w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Islandii do Archangielska i Murmańska w Związku Radzieckim pomiędzy sierpniem 1941 a majem 1945 roku. W konwojach łącznie płynęło ok. 1400 frachtowców z . Niemcy od początku spodziewały się, że ich siły powietrzne odegrają ważną rolę w walce podczas 2 wojny światowej. W rzeczywistości cała idea blitzkriegu była w dużej mierze oparta na zdolności Luftwaffe do utrzymania kontroli w powietrzu. Ponadto niemieccy inżynierowie stworzyli jedne z najbardziej zaawansowanych konstrukcji w czasie wojny. Dodatkowo, Niemieckie samoloty 2 wojny światowej były jednymi z najlepszych, o to miano konkurowali głównie z Amerykańskimi samolotami. Niemieccy konstruktorzy czerpali z dziesięcioleci produkcji i doskonałości inżynieryjnej przy projektowaniu broni, a ich samoloty myśliwskie nie były wyjątkiem. Luftwaffe, czyli Niemieckie Siły Powietrzne, od dawna stanowiły centralny element niemieckich planów na przyszłość. W końcu wybitny przywódca nazistów, Herman Goring, był bohaterem wojennym z czasów pierwszej wojny światowej i uważał, że wojny można wygrywać właśnie w powietrzu. Ponadto propaganda nowych, lśniących sił powietrznych dobrze oddziaływała na niemiecką publiczność. W związku z tym nie dziwi fakt, że Niemcy wystawili jedne z najlepszych samolotów myśliwskich 2 wojny światowej i do momentu odcięcia dostaw w połowie wojny mogli budować ich niewiarygodne ilości. Jednak w miarę jak kryzys zaopatrzeniowy stawał się coraz bardziej dotkliwy, niemieccy konstruktorzy musieli powrócić do swojej przewagi jako jedni z najlepszych inżynierów na świecie. W rezultacie Niemcy byli w stanie wkrótce zbudować myśliwce, które znacznie wykraczały poza swoje czasy i nie przypominały niczego, co świat widział wcześniej. 1. Messerschmitt Bf 109 Zdecydowanie najbardziej udany niemiecki samolot wojny, Me 109 stanowił trzon niemieckich samolotów myśliwskich przez większą część wojny. Choć pierwotnie został zaprojektowany w latach 30-tych, był tak wszechstronnym myśliwcem, że był używany przez inne kraje (w tym Izrael) jeszcze długo po zakończeniu wojny. W czasie wojny zbudowano ich prawie 34 000, a licencjonowane modele dodały kolejne 1 500 sztuk. Messerschmitt Bf 109 Wszyscy trzej najlepsi niemieccy ASi byli pilotami Me 109, a alianccy lotnicy byli zazdrośni o możliwości, jakie oferował ten samolot. Jednakże, pomimo wszystkich zalet, miał on jedną szczególną cechę, o której należy pamiętać. Znaczna część produkcji tych samolotów była wykonywana przez robotników z obozów koncentracyjnych. 2. Focke-Wulf Fw 190 To, co Me 109 zawdzięczał liczebności, Fw 190 nadrabiał temu, że jego piloci uwielbiali nim latać. Drugi pod względem produkcji niemiecki myśliwiec w czasie wojny, ponad 20 000 egzemplarzy zostało wyprodukowanych od 1941 roku. Chociaż brakowało mu zdolności do latania na dużych wysokościach jak Me 109, był on lepszym samolotem na niższych wysokościach, dzięki czemu zyskał duże uznanie. Focke-Wulf Fw 190 Fw 190 z łatwością dorównywał brytyjskiemu Spitfire’owi, z którym walczył przez większość wczesnych lat wojny. Jednak to Amerykanie ostatecznie go zniszczyli, nie tylko dzięki samolotom takim jak P-51, ale dzięki powtarzającym się i celnym nalotom US Army Air Force na zakłady produkcyjne Fw 190 we wschodnich Niemczech i okupowanej Polsce. 3. Dornier Do 17 W przeciwieństwie do Fw 190 czy Me 109, Dornier Do 17 nie przetrwał w służbie przez całą wojnę. Latający ołówek” udowodnił jednak swoją przydatność, a zbudowano ich ponad 2 000. Pierwotnie zaprojektowany jako bombowiec, Do 17 szybko udowodnił, że jest dobrym nocnym myśliwcem, zdolnym do noszenia dodatkowego wyposażenia niezbędnego do skutecznego latania bez światła słonecznego. Dornier Do 17 Największą zaletą Do 17 była jego prędkość. W pierwszych latach wojny był on w stanie latać znacznie szybciej niż wiele innych samolotów, co pozwoliło mu zachować przewagę w tym okresie. Jednak wraz z wejściem do służby brytyjskiej i amerykańskiej nowej generacji myśliwców, Do 17 został wkrótce zdeklasowany i wycofany ze służby. 4. Messerschmitt Me 410 Dziwną przestrzeń pomiędzy myśliwcem. a bombowcem zajmowały w czasie wojny liczne samoloty, w tym Do 17. Jednak podczas gdy Do 17 i inne niemieckie samoloty 2 wojny światowej, miał wykorzystywać prędkość jako swoją przewagę, Me 410 miał wykorzystywać czyste uzbrojenie. Samolot ten posiadał kombinację karabinów maszynowych i rakiet, co czyniło go niebezpiecznym dla każdego bombowca, który znalazł się na jego drodze. Messerschmitt Me 410 Me 410 miał również przewagę w atakowaniu celów naziemnych, gdyż mógł przenosić duży ładunek bomb. Wyprodukowany w późnych latach wojny w ilości prawie 1 200 sztuk stanowił skuteczny środek odstraszający do czasu, gdy mniejsze eskorty alianckich myśliwców były w stanie konsekwentnie go pokonać. 5. Messerschmitt Bf 110 Zdecydowanie najbardziej udanym ciężkim samolotem myśliwskim używanym przez Niemców podczas 2 wojny światowej był Messerschmitt Bf 110. Bf 110 był osobistym ulubieńcem Goringa, dlatego nie dziwi fakt, że zbudowano ponad 6 000 tych samolotów. Choć nie był on tak szybki jak wiele innych samolotów używanych przez Luftwaffe, nadrabiał to z nawiązką ilością zadań, które mógł wykonywać. Messerschmitt Bf 110 Ze względu na swoje rozmiary, Bf 110 szybko stał się niemieckim nocnym myśliwcem z wyboru, zdolnym do umieszczenia na pokładzie radaru. Pozwoliło to pilotom Bf 110 stać się najlepszymi nocnymi myśliwcami w Niemczech. Ostatecznie alianci musieli zmienić taktykę, by w końcu znaleźć sposób na pokonanie Bf 110. Niemieckie Samoloty 2 Wojny Światowej, po jego wyprodukowaniu nie były już takie same. 6. Heinkel He 162 Do 1944 roku było coraz bardziej jasne, że Niemcy są po przegranej stronie wojny, i ogłoszono apel do inżynierów kraju, który zachęcał do stosowania nowych technologii. Obejmowały one wykorzystanie drewna i innych materiałów niemetalicznych do budowy płatowców, a pierwszym samolotem, w którym zastosowano nowe techniki był He 162. Znany jako Volkjager, He 162 był w dużej mierze zbudowany ze sklejki. Heinkel He 162 Chociaż He 162 nie wykonał tylu misji bojowych co inne samoloty z okresu wojny, był używany podczas obrony ostatniej szansy i przyczynił się do rozwoju co najmniej jednej technologii, bez której wielu pilotów nie wyobraża sobie dziś latania – fotela katapultowego. W rzeczywistości nie mniej niż trzech pilotów wysiadło ze swoich He 162 dzięki zastosowaniu tego urządzenia. 7. Messerschmitt Me 262 Zdecydowanie najbardziej rozpowszechnionym odrzutowcem wojny był Me 262, powszechnie uznawany za najbardziej udany wczesny odrzutowiec w historii. Podczas gdy Brytyjczycy również budowali odrzutowce w tym okresie, niemiecki Me 262 był zarówno szybszy jak i lepiej uzbrojony niż Meteor, z którym walczył. Był także produkowany na większą skalę: W czasie wojny zbudowano 1 430 egzemplarzy tego samolotu. Messerschmitt Me 262 Me 262 był znacznie szybszy niż jakikolwiek inny samolot napędzany śmigłem w czasie wojny, więc alianci musieli przyjąć specjalną taktykę by móc pokonać ten nowy samolot. Niemieccy piloci zostali ostrzeżeni, aby nie zwalniać i nie atakować amerykańskich P-51 w obawie, że zostaną przechytrzeni. 8. Messerschmitt Me 163 Podczas gdy w latach po 2 wojnie światowej myśliwce odrzutowe stały się niemal powszechne, jedynym przypadkiem użycia w walce samolotu o napędzie rakietowym był niemiecki Me 163. Zbudowano ich mniej niż 400, ale dla alianckich załóg lotniczych, które się z nimi zmierzyły, były one przerażającym przeciwnikiem. Alianccy piloci donoszą, że widzieli samoloty przelatujące szybciej niż myśleli, przebijające się przez formacje bombowców i atakujące bezkarnie. Rzadko się zdarzało, by Me 163 został zestrzelony, choć było to możliwe. Messerschmitt Me 163 Zamiast tego, to zaawansowana technologia Me 163 spowodowała, że był on bardziej bronią psychologiczną. Kokpit nie był ciśnieniowy, co oznaczało, że piloci byli w dużej mierze ograniczeni w lotach na dużych wysokościach do czasu, gdy byli w stanie wytrzymać bez zemdlenia. Co ciekawe, Luftwaffe nakazała pilotom Me 163 spożywanie mniejszej ilości błonnika, aby zmniejszyć ryzyko rozprężenia gazu w jelitach pilotów. W trakcie największego konfliktu w historii obie strony poszukiwały innowacyjnych metod zwalczania sił przeciwnika. W efekcie powstały najbardziej dziwaczne i niepraktyczne bronie II wojny światowej, o których świat niemal zapomniał. Działa Gustaw i DoraSowieckie psy przeciwczołgoweZabawki HobartaHorten Ho 229 Działa Gustaw i Dora Hitler opanowany wizją Wunderwaffe (cudownych broni) zlecił budowę ogromnych dział kolejowych, z których największe – Ciężki Gustaw – ważyło 1350 ton. Ogromna armata kalibru 800 mm wystrzeliwała pociski o wadze 7 ton na odległość do 50 km. Do jego obsługi potrzeba było jednak niemal 2000 żołnierzy, a działo w pozycji bojowej musiało stać na dwóch równoległych do siebie torach kolejowych. Wyprodukowano jedynie dwa takie działa, z czego tylko jedno zostało raz użyte w walce. Sowieckie psy przeciwczołgowe Po zaatakowaniu Związku Radzieckiego przez III Rzeszę sowieci byli przytłoczeni siłą wojsk Wehrmachtu. Podjęto więc desperackie kroki by zmienić sytuację na froncie. Jednym z nich było użycie psów jako broni przeciwko czołgom. Psy były szkolone, że pod podwoziem czołgów zawsze znajdują jedzenie, po czym wygłodniałym czworonogom przyczepiano torby z 12 kg materiałów wybuchowych. Gdy pies wbiegał pod czołg ładunek był detonowany razem ze zwierzęciem. Szacuje się, że blisko 300 niemieckich czołgów zostało zniszczonych tą metodą. Doprowadziło to do tego, że niemieccy żołnierze zaczęli strzelać do wszystkich psów jakie napotykali. Zabawki Hobarta Bronie II wojny światowej często tylko z początku wydawały się szalone. W przygotowaniu na lądowanie w Normandii Alianci przygotowali wersje czołgów przeznaczonych do zadań specjalnych. Zostały one nazwane przez żołnierzy „Zabawkami Hobarta” od nazwiska Percy’ego Hobarta, eksperta, który odpowiadał za ich stworzenie. Pierwotnie wyśmiewane, czołgi szybko okazały się niezwykle przydatne. Wyposażony w mielące łańcuchy Crab potrafił bardzo szybko oczyścić pole minowe z pułapek, a wersja Bridgelayer potrafiła w kilka minut postawić most nad niewielką rzeką, którym mogły przejeżdżać ciężkie pojazdy opancerzone. Choć wtedy wydawały się dziwaczne, dziś te rozwiązania są powszechnie stosowane w oddziałach saperskich i inżynieryjnych. Horten Ho 229 Był to jeden pierwszych wojskowych samolotów odrzutowych i pierwszy skonstruowany w technologii „latającego skrzydła”. Miał rozwijać prędkość ponad 1000 km/h co uczyniłoby go najszybszym samolotem II wojny światowej. Zaprojektowany przez braci Horten, Ho 229 w późniejszych badaniach wykazał się 40-procentowym odbiciem fal radarowych w porównaniu z typowym myśliwcem tego okresu, co czyni go pierwszym samolotem w technologii stealth. Kliknij, aby ocenić ten post! [Całkowite: 5 Średnia: 5] iStockRakiety V1 I V2 Część Niemieckiego Tajnego Programu Broni Z 2 Wojny Światowej Obie Bronie Na Jednym Zdjęciu - zdjęcia stockowe i więcej obrazów FrancjaPobierz to zdjęcie Rakiety V1 I V2 Część Niemieckiego Tajnego Programu Broni Z 2 Wojny Światowej Obie Bronie Na Jednym Zdjęciu do celów redakcyjnych teraz. Wyszukaj więcej zdjęć gwiazd oraz obrazów w najlepszej w Internecie bibliotece #:gm1356760572$9,99iStockIn stockRakiety V1 i V2, część niemieckiego tajnego programu broni z 2 wojny światowej. Obie bronie na jednym zdjęciu. – Zdjęcia stockoweRakiety V1 i V2, część niemieckiego tajnego programu broni z 2 wojny światowej. Obie bronie na jednym zdjęciu. - Zbiór zdjęć royalty-free (Francja)V2 (left picture side) and V1 (right picture side) german secret weapons of the second world war in front of a blue sky at the site of the Watten bunker, "V" stands for "Vergeltungswaffe" in german language which means "retribution weapon". Éperlecques, France, August 24, wysokiej jakości do wszelkich Twoich projektówTen obraz służy tylko do użytku redakcyjnego?Zdjęcia „Wyłącznie do zastosowań redakcyjnych” nie mają zgody modela ani właściciela na publikację, co oznacza, że nie można wykorzystać ich do celów komercyjnych, reklamowych ani promocyjnych. Tego typu zawartość jest przeznaczona do użytku w związku z wydarzeniami wartymi opublikowania lub wydarzeniami ogólnego zainteresowania (na przykład na blogu, w podręczniku, gazecie lub artykule w czasopiśmie).$ z miesięcznym abonamentem10 obrazów miesięcznieNajwiększy rozmiar:8256 x 5504 piks. (69,90 x 46,60 cm) - 300 dpi - kolory RGBID zdjęcia:1356760572Data umieszczenia:13 grudnia 2021Słowa kluczoweFrancja Obrazy,Pocisk - Broń Obrazy,Agresja Obrazy,Armia Obrazy,Bez ludzi Obrazy,Bomba Obrazy,Broń Obrazy,Celować Obrazy,Fotografika Obrazy,Horyzontalny Obrazy,II Wojna Światowa Obrazy,Kultura niemiecka Obrazy,Latać Obrazy,Niebo - Zjawisko naturalne Obrazy,Obraz w kolorze Obrazy,Ochrona Obrazy,Rampa - Konstrukcja budowlana Obrazy,Technologia Obrazy,Pokaż wszystkieCzęsto zadawane pytania (FAQ)Czym jest licencja typu royalty-free?Licencje typu royalty-free pozwalają na jednokrotną opłatę za bieżące wykorzystywanie zdjęć i klipów wideo chronionych prawem autorskim w projektach osobistych i komercyjnych bez konieczności ponoszenia dodatkowych opłat za każdym razem, gdy korzystasz z tych treści. Jest to korzystne dla obu stron – dlatego też wszystko w serwisie iStock jest objęte licencją typu licencje typu royalty-free są dostępne w serwisie iStock?Licencje royalty-free to najlepsza opcja dla osób, które potrzebują zbioru obrazów do użytku komercyjnego, dlatego każdy plik na iStock jest objęty wyłącznie tym typem licencji, niezależnie od tego, czy jest to zdjęcie, ilustracja czy można korzystać z obrazów i klipów wideo typu royalty-free?Użytkownicy mogą modyfikować, zmieniać rozmiary i dopasowywać do swoich potrzeb wszystkie inne aspekty zasobów dostępnych na iStock, by wykorzystać je przy swoich projektach, niezależnie od tego, czy tworzą reklamy na media społecznościowe, billboardy, prezentacje PowerPoint czy filmy fabularne. Z wyjątkiem zdjęć objętych licencją „Editorial use only” (tylko do użytku redakcji), które mogą być wykorzystywane wyłącznie w projektach redakcyjnych i nie mogą być modyfikowane, możliwości są się więcej na temat obrazów beztantiemowych lub zobacz najczęściej zadawane pytania związane ze zbiorami zdjęć. W Polsce cenimy niemieckie marki motoryzacyjne i chętnie sięgamy po tak znane samochody, jak choćby Volkswagen Golf i Passat, Audi A4, czy też różne modele BMW oraz Mercedesa. Dziś to prężnie działające koncerny, które od wielu dziesięcioleci rozwijają się w niebywałym tempie i – mimo wpadek – stale zwiększają swoją sprzedaż. Firmy te, o czym nie każdy wie, mają jednak w swojej historii epizody, które przez długie dziesięciolecia były ukrywane. Nic w tym zresztą dziwnego, bo trudno szczycić się współpracą z nazistami, zarabianiem na przymusowych robotnikach i produkcją wojenną. Choć wielu historyków zdawało sobie sprawę z tego, jak wyglądała kooperacja czołowych niemieckich koncernów z Hitlerem i jego poplecznikami, to jednak dopiero pod koniec XX wieku i w pierwszych latach obecnego stulecia otwarto firmowe i państwowe archiwa. Dopiero wtedy doszło do rozliczeń. Liczyli, że wojna się szybko skończy Jedną z firm, która z aktywnie zaangażowała się w produkcję pojazdów wojskowych, był Daimler-Benz, który produkował auta marki Mercedes. Choć firma działała już od dziesięcioleci i była doskonale znana z produkcji drogich i luksusowych samochodów, to w 1937 roku produkowała też pojazdy ciężarowe, które dostarczała niemieckiej armii. Czołowym produktem marki, o którym Daimler informuje w swojej oficjalnej historii, była ciężarówka LG 3000, która była częstym widokiem na drogach krajów podbitych przez Niemców. Z czasem, w swoich fabrykach w Marienfelde i Genshagen, koncern zaczął też produkcję lotniczych silników DB 600 i DB 601. Zapotrzebowanie na nie było tak duże, że drugi z wspomnianych zakładów wybudowano specjalne w tym celu w podberlińskim lesie – tak, by nie był łatwy do zlokalizowania. Foto: Daimler Ciężarówka produkowana przez koncern Daimler Właśnie produkcji zbrojeniowej, na potrzeby niemieckiej armii, Daimler-Benz zawdzięczał bardzo szybki wzrost przychodów. Ówczesny zarząd koncernu, już po inwazji na Polskę, sądził, że wojna potrwa bardzo krótko i pozwoli utrzymać produkcję cywilną. Opinii tej nie zmienił też blitzkrieg we Francji. Do końca 1941 trwała więc równolegle produkcja dla wojska oraz cywilna. Od czasu pierwszych niepowodzeń na froncie wschodnim stało się jednak jasne, że walki potrwają długo. Produkcja cywilnych samochodów zakończyła się ostatecznie w 1942 roku, a Daimler skupił się na produkcji i montażu uzbrojenia dla piechoty, floty i sił powietrznych. Foto: NAC Półgąsienicowy pojazd ciężarowy Daimler-Benz LR-75 "Zwitter" Po inwazji na Związek Radziecki, produkowano coraz więcej części zamiennych dla wojskowych pojazdów oraz silników lotniczych. Rosło zatem zapotrzebowanie na robotników, których stale brakowało. Młodzi i silni mężczyźni byli przecież wysyłani na front. Początkowo deficyt siły roboczej uzupełniano, zatrudniając kobiety, lecz szybko okazało się, że to nie wystarczy. Foto: NAC Nazistowski gubernator w limuzynie Mercedesa - uroczystości na Błoniach Krakowskich W fabrykach Daimlera pojawili się więc robotnicy przymusowi: jeńcy wojenni, cywile zmuszani do pracy oraz więźniowie z obozów koncentracyjnych. Co ciekawe, jak wynika z oficjalnej historii tej niemieckiej firmy, pracownicy pochodzący z zachodu Europy początkowo mieszkali w pensjonatach, w prywatnych kwaterach lub w budynkach szkół. Z kolei osoby pochodzące ze wschodu – kwaterowane były w bardzo złych warunkach, w barakach (w obozach pracy). Z kolei więźniowie obozów koncentracyjnych, głównie Żydzi i ludność pochodząca ze wschodu Europy, byli pod nadzorem SS i nierzadko żyli w nieludzkich warunkach. Daimler „wypożyczał” tę tanią siłę roboczą od SS, płacąc za tę „usługę”. Historycy szacują, że w sumie niemiecki koncern wykorzystywał około 40 tys. robotników przymusowych, co oficjalnie przyznano w połowie lat 80, czyli wiele dziesięcioleci po wojnie. Foto: Audi Diler Auto Union Auto Union, czyli protoplasta Audi Z pracy robotników przymusowych chętnie korzystał też koncern Auto Union, który po wojnie przekształcił się w Audi – dzisiejszego producenta samochodów klasy premium należącego do Grupy Volkswagena. W trakcie wojny firma ta produkowała czołgi i silniki lotnicze. Jak wynika ze statystyk, w sumie pracowało w niej około 20 tys. robotników, w tym więźniów obozów koncentracyjnych ubranych w „pasiaki” i pilnowanych przez strażników z SS. Audi dopiero w 2014 roku oficjalnie przyznało się do współpracy z nazistami. Do archiwów tej firmy dopuszczono dwie osoby: historyka z uniwersytetu w Chemnitz Rudolfa Bocha oraz Martina Kukowskiego z departamentu historii Audi. Wspólnie napisali oni liczącą 500 stron książkę o wojennej historii Auto Union. Wynika z niej, że sukces Auto Union, firmy powstałej w 1932 z połączenia mniejszych manufaktur, został zbudowany na ludzkim cierpieniu i nieszczęściu. Foto: NAC Front wschodni - pojazd Auto Union Odpowiedzialnym za wykorzystywanie przymusowych robotników był ówczesny szef Auto Union, Richard Bruhn. W kierowanej przez niego firmie – w ramach umowy z SS – zatrudniano około 4 tys. więźniów obozów koncentracyjnych. Na tym jednak nie koniec. Kolejne 16 tys. to przymusowi robotnicy, którzy nie mieszkali wprawdzie w obozach koncentracyjnych, lecz w przyzakładowych, strzeżonych, nierzadko nieogrzewanych barakach. Jak podkreślają historycy, warunki życia w tych miejscach były niewyobrażalnie trudne. Co więcej, osoby po wypadkach, które zdarzały się dość często, wysyłano do obozu Flossenburg, w którym odbywały się egzekucje. Z kolei pod koniec wojny niemal 700 pracowników z zakładu w Zwickau wysłano w marszu śmierci do miejscowości Karlove Vary w dzisiejszych Czechach. Około połowa z nich zmarła w jego trakcie. Fakty są jednak takie, że – co podkreślają autorzy książki o Auto Union – praca przymusowa w czasach II Wojny Światowej była niezbędnym składnikiem niemieckiej maszyny wojennej. Warto przypomnieć, że nawet w ramach obozu w Auschwitz działała fabryka koncernu IG Farben, produkująca kauczuk. Volkswagen – dziecko Hitlera i Porsche Foto: Volkswagen Volkswagen 3 z 1935 roku - jeden z pierwszych prototypów O kolaboracji z nazistami trudno zaś mówić w przypadku Volkswagena. Dlaczego? Bo firma ta po prostu powstała na zamówienie niemieckich faszystów i z ich inicjatywy. Pomysł stworzenia samochodu dla ludu („volks” – lud, „wagen” – samochód) należał do Adolfa Hitlera. To on, już w 1934 roku, zdecydował, że musi powstać auto, które będzie mógł kupić każdy. Miał to być pojazd dla dwójki dorosłych i trójki dzieci, którym da się rozwinąć prędkość 100 km/h. W tym czasie zaledwie 2 proc. Niemców miało własne auta, a przecież Amerykanie od lat mieli już swojego Forda Model T. Hitler chciał, by w podobny sposób zmotoryzować Niemcy. Nowy model miał być przyznawany tym, którzy będą wpłacać 5 marek tygodniowo, przy średnich zarobkach rzędu 32 marek. Taki był cel. Do jego realizacji Hitler wybrał słynnego już wówczas projektanta Ferdinanda Porsche i jego firmę, która wówczas nosiła nazwę „Dr. Ing. h. c. F. Porsche GmbH”. Porsche szybko zaprojektował tanie auto, które kształtem przypominało powojennego Garbusa. Przed wybuchem wojny udało się nawet wybudować fabrykę w Fallersleben, w czym wydatnie pomógł Albert Speer, ceniony przez Hitlera ekspert od wielkich inwestycji i programów gospodarczych. Wtedy też powstało miasto Wolfsburg – jako miejsce, w którym mieli zamieszkać robotnicy nowej fabryki. Foto: Volkswagen VW 30 z 1937 roku Jednak – do września 1939 roku – wyprodukowano zaledwie kilkaset sztuk „auta dla ludu”. Ferdinand Porsche, zamiast auta dla mas, rozpoczął produkcję wojskową. Najbardziej znanym produktem zakładów Volkswagena był Kubelwagen, czyli niewielki i lekki pojazd terenowy z napędem na jedną oś. Wersje rozwojowe tego auta to Kommandeurswagen (przeznaczony dla dowódców) oraz Schwimmwagen (czyli amfibia). Samochody te doskonale sprawdziły się w trakcie działań wojennych i masowo były wykorzystywane przez Wehrmacht i Waffen-SS. Foto: Volkswagen Volkswagen Typ 166, z napędem 4x4, amfibia. W latach 1942-1944 zbudowano 14 263 egzemplarze Volkswagen, by zaspokoić popyt nazistowskich Niemiec na sprzęt wojskowy, korzystał oczywiście z niewolniczej pracy. Szacuje się, że firma ta zatrudniała około 12-15 tys. pracowników z różnego rodzaju obozów. Od kwietnia 1942 roku w okolicach Wolfsburga działał zresztą obóz pracy Arbeitsdorf, w którym zebrano więźniów z obozów Buchenwald, Sachsenhausen oraz Neuengamme. Zakład Volkswagena mógł zatem do woli korzystać z taniej siły roboczej. Była potrzebna, bo oprócz produkcji samochodów, z czasem firma zajęła się też naprawą bombowców Junkers Ju88, produkcją min oraz elementów rakiet V1. Foto: Volkswagen Volkswagen Type 82 z 1944 roku, na gaz drzewny Po wojnie fabrykami Volkswagena zarządzał brytyjski oficer i inżynier mjr. Ivan Hirst który wznowił produkcję taniego samochodu dla mas. Co ciekawe, mimo kierowania propozycji do licznych producentów aut z Ameryki, Francji i Wielkiej Brytanii, nikt nie chciał przejąć zakładów, nawet za darmo. Pewnie był to spory błąd, bo Volkswagen z firmy, która w 1946 roku była w stanie wyprodukować tysiąc samochodów, wyrósł na globalny koncern, z którym mogą rywalizować tylko nieliczni. Warto dodać, że oficjalnie Volkswagen przyznał się do zatrudniania przymusowych robotników dopiero pod koniec lat 90. Rodzina Quandtów i przyjaźń z nazistami Dziś najważniejszymi udziałowcami BMW jest rodzina Quandt, która przez długie dziesięciolecia po wojnie starała się przemilczeć przeszłość swoją i marki BMW. Dopiero w 2011 roku rodzina Quandtów przyznała, że Guenther Quandt – wówczas jeszcze nie mający związków z BMW – ściśle współpracował z nazistami (był członkiem partii nazistowskiej). Dzięki znajomości z Adolfem Hitlerem, Quandt zdobywał państwowe kontrakty, ale też mógł uczestniczyć w przejmowaniu firm, które odbierano Żydom. W czasie wojny, firmy należące do Quandtów dostarczały amunicję, karabiny, czy też baterie do U-Bootów. Zakłady te masowo wykorzystywały niewolniczą pracę, nie licząc się z warunkami życia robotników, z których wielu zmarło w głodu i wycieńczenia. Dopiero w 2016 roku rodzina oficjalnie przyznała, że takie fakty miały miejsce. Foto: NAC Motocykliści niemieccy na maszynach BMW A co z BMW? Firma, jak wiele innych niemieckich koncernów, także prowadziła w czasie wojny produkcję zbrojeniową, koncentrując się na silnikach lotniczych, choć jej ważnym produktem były też motocykle szeroko wykorzystywane przez niemiecką armię. Szacuje się, że do 1945 roku BMW wyprodukowało ponad 30 tys. silników dla samolotów śmigłowych. Co więcej, linie montażowe tej firmy opuściło też około 500 silników odrzutowych – do nowoczesnych samolotów, które Niemcy wykorzystywali pod koniec wojny. Oczywiście przy produkcji pracowali też więźniowie, z obozu koncentracyjnego w Dachau. Pod koniec wojny w BMW pracowało przeszło 20 tys. robotników przymusowych. Dziś żadna z niemieckich firm nie ukrywa swojej przeszłości. W archiwach, nawet na oficjalnych stronach internetowych, można znaleźć informacje o ich historii w trakcie II wojny światowej, choć – trzeba to przyznać – informacje te czasem trudno jest znaleźć. Cóż, nie ma się czym chwalić. Każda z firm, na przełomie XX i XXI wieku, uczestniczyła w wypłacie odszkodowań dla robotników przymusowych, wpłacając pokaźne sumy na konta Fundacji „Pamięć, Odpowiedzialność i Przyszłość”. Materiał powstał dzięki współpracy Onet z partnerem - Narodowym Archiwum Cyfrowym, którego misją jest budowanie nowoczesnego społeczeństwa świadomego swojej przeszłości. NAC gromadzi, przechowuje i udostępnia fotografie, nagrania dźwiękowe oraz filmy. Zdigitalizowane zdjęcia można oglądać na W połowie kwietnia 1945 r. losy wojny w Europie były definitywnie przesądzone. Ponad dwa i pół miliona radzieckich żołnierzy szykowało się właśnie do zadania ostatecznego ciosu III Rzeszy. Również na froncie zachodnim alianci notowali kolejne sukcesy. Mimo wszystko Hitler wymagał od swoich podwładnych walki do samego końca. W takiej atmosferze powstał desperacki plan zniszczenia przez Luftwaffe radzieckich przepraw na Odrze. Luftwaffe bierze przykład z Japończyków Nie chodziło bynajmniej o zmasowane bombardowania, bo do przeprowadzenia tych Niemcy nie mieli wystarczającej liczby samolotów, o wyszkolonych lotnikach już nie wspominając. Zdecydowano zatem, że piloci z tak zwanej eskadry „Leonidas” (KG-200 „V”), stacjonującej w Jüterborgu, powinni wziąć przykład z japońskich kolegów po fachu. Generalmajor Robert Fuchs, to on dowodził zgrupowaniem w skład którego wchodziła eskadra „Leonidas” (KG-200 „V”) z której rekrutowali się niemieccy piloci-samobójcy. Jak stwierdza w swojej najnowszej książce „Druga wojna światowa” Antony Beevor: Ten rodzaj samobójczych ataków określano mianem Selbstopfereinsatz – „misji bojowej związanej z samopoświęceniem”. Należy dodać, że przed jej rozpoczęciem żołnierze dowodzeni przez podpułkownika Heinera Langego mieli według niektórych relacji podpisywać specjalną deklarację zakończoną słowami: „Zdaję sobie sprawę, że zadanie to zakończy się moją śmiercią”. Jak już wspomniano wyżej, celem całej straceńczej operacji były przeprawy na Odrze. Konkretnie 32 „mosty nawodne”, już zbudowane lub w trakcie budowy. Pierwszy atak wyznaczono na poranek 17 kwietnia. Do jego wykonania przeznaczono samoloty, które znalazły się akurat pod ręką. Były to między innymi Focke-Wulfy Fw 190, Messerschmitty Bf 109 oraz Junkersy Ju 88. Zanim jednakże piloci zostali wysłani na pewną śmierć, dowódca całego zgrupowania – generał major Robert Fuchs – zadbał o to, aby ostatnią noc spędzili na zabawie. W tym celu 16 kwietnia zorganizowano dla nich pożegnalną potańcówkę, na którą zaproszono dziewczęta z pobliskiej jednostki łączności. Nie obyło się także bez śpiewów, mających dodać otuchy niemieckim „kamikaze”. Piloci eskadry „Leonidas” (KG-200 „V”) stoją koło zdobycznego radzieckiego samolotu szturmowego Ił-2. Być może w kwietniu 1945 r., któryś z nich został kamikaze Hitlera. Akcja ruszyła zgodnie z planem i początkowo wydawało się, że nie jest źle. Przykładowo Focke-Wulf z 500-kilogramową bombą, pilotowany przez Ernsta Reichla zniszczył most pontonowy w Zellin. Nikłe efekty i duże straty Artykuł powstał między innymi w oparciu o książkę Antony’ego Beevora pod tytułem „Berlin 1945. Upadek” (Znak Horyzont 2015). Wszelako, jak zauważa Antony Beevor w książce „Berlin 1945. Upadek”: niemieckie meldunki o zniszczeniu w ciągu kolejnych trzech dni 17 przepraw wydają się mocno przesadzone. Zatem jakie były efekty ataków? Trudno powiedzieć, ale zdaniem brytyjskiego historyka Niemcom na pewno udało się zniszczyć przynajmniej jeszcze jedną przeprawę – most kolejowy pod Kostrzynem. Cena za te lokalne sukcesy była zdecydowanie za wysoka. Niemcy stracili bowiem aż 35 doświadczonych pilotów. Rzecz jasna, tyle samo maszyn uległo rozbiciu. Było to poważne osłabienie dla – goniącej ostatkiem sił – Luftwaffe. Tymczasem niezrażony tym faktem generał Fuchs przesłał nazwiska poległych Führerowi na jego zbliżające się pięćdziesiąte szóste urodziny. Zapewne sądził, że taki prezent ucieszy – ukrytego w bunkrze pod Kancelarią Rzeszy – wodza „Tysiącletniej Rzeszy”. Prawdopodobnie samobójcze ataki nie zakończyłyby się 20 kwietnia i zginęliby kolejni niemieccy piloci-samobójcy, ale obłędne akcje wkrótce ustały. Niemieckie plany pokrzyżowała radziecka ofensywa. Między innymi takie mosty pontonowe były celem pilotów-samobójców z eskadry „Leonidas” (KG-200 „V”), dowodzonej przez podpułkownika Heinera Langego. Konkretnie 4. Armia Pancerna Gwardii generała pułkownika Dmitrija Leluszenki, która nieoczekiwanie zaczęła zbliżać się do Berlina z południowego-wschodu, zagrażając lotnisku w Jüterborgu. Tak oto krasnoarmiejcy uratowali niemieckich lotników przed samobójczą śmiercią. Zobacz również:Włosi to tchórze? Ci komandosi zostali bohaterami i zmienili wojnę na morzuWielkie strzelanie do Niemców nad Cieśniną Sycylijską. Cyrk Skalskiego w akcjiIdzie goły Göring ulicą… Jakie kawały opowiadali sobie mieszkańcy III Rzeszy? Źródła: Antony Beevor, Berlin 1945. Upadek, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak 2009. Antony Beevor, Druga wojna światowa, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak 2013. Christian Goeschel, Suicide in Nazi Germany, Oxford University Press 2009.

bronie niemieckie z 2 wojny światowej